Równica – góra dla każdego

Pewnie to dziwne dla „starych górskich wyjadaczy”, ale o fakcie, że na Równicę da się praktycznie wyjechać samochodem dowiedziałam się stosunkowo niedawno, podobnie o tym, iż jest ona mocno oblegana i zalana wręcz infrastrukturą z cyklu „spędzamy czas z dziećmi”. Będąc jednak zdesperowaną, łaknącą gór kobietą w siódmym miesiącu ciąży, wiedziałam, że w tym wypadku fakt możliwości podwiezienia pod szczyt będzie miał dla mnie kluczowe znaczenie. Jak przystało na turystów niedzielnych swoją podróż rozpoczęliśmy o odpowiedniej porze – 11:30 😉 Pogoda świetna, widoczność niczego sobie, więc należało skorzystać z nadarzającej się okazji.

Czytaj dalej Równica – góra dla każdego

„A miało być tak pięknie”, czyli 5 błędów, które popełniłam planując wycieczkę wokół Szczyrku.

Czasem zdarza się, iż jesteśmy na tzw. „fali”. Niesieni entuzjazmem robimy coś, co nie do końca jest dla nas dobre lub właściwe w danej sytuacji. Tak było i z nami.

Źle zaplanowana wycieczka trasą górską wokół Szczyrku nauczyła nas bardzo wiele, jednak miało to swoją cenę. Jaką? Przeczytajcie.

Czytaj dalej „A miało być tak pięknie”, czyli 5 błędów, które popełniłam planując wycieczkę wokół Szczyrku.

Biała Wisełka kontra Czarna Wisełka – dwa malownicze szlaki na Baranią Górę.

Od dawna Barania Góra zaprzątała mi głowę. Nie tylko dlatego, że nazywam siebie Owcą i mam lokowaną głowę 😉 Długo nie mogłam wybrać właściwego szlaku wiodącego na szczyt, tak aby dało się zrobić nim wygodną pętlę. Dla wielu wybór jest oczywisty, ja jednak z jakiegoś powodu „boksowałam” się z tą trasa bardzo długo. Dostawszy po wycieczce na Babią Górę nagłego „oświecenia”, postanowiłam zamiast na krokusy w Tatry, pojechać w nasze niedalekie Beskidy. Wybrałam trasę nie byle jaką, bo wiodącą tuż obok źródeł Wisły. Przy okazji zastanowiłam sie, z której strony „pętli” lepiej zacząć wycieczkę. Moje wnioski – w tekście. Zapraszam 🙂

Czytaj dalej Biała Wisełka kontra Czarna Wisełka – dwa malownicze szlaki na Baranią Górę.

Pożegnanie zimy, czyli w dżinsach na Babią Górę cz.2.

Wyjście na Babią Górę zimą było dla nas – Niedzielnych acz dzielnych Turystów nie lada wyzwaniem. Na szczyt dotarliśmy i owszem, może z lekkim poślizgiem (pół godzinnym ;)) Ale dotarliśmy. Jak na razie wszystko szło sprawnie, a satysfakcja z wyjścia była ogromna. Wyszłoby na to, że nawet Niedzielni Turyści mogą sobie ot tak pójść zimą na wysoką górę. A jednak tuż za wierzchołkiem, po rozpoczęciu schodzenia zostaliśmy utemperowani tak, że aż nam w pięty poszło, a raczej w kolana. Przekonaliśmy się dobitnie jak wielkimi niedzielnymi turystami jesteśmy. No ale przecież dzielnymi 😉

Czytaj dalej Pożegnanie zimy, czyli w dżinsach na Babią Górę cz.2.

Pożegnanie zimy, czyli w dżinsach na Babią Górę cz.1.

„Kiedy to się wreszcie skończy?!” myślałam, cicho klnąc pod nosem, gdy po raz wtóry pokonywaliśmy, jadąc na butach, kolejne strome zbocze na drodze zejściowej z Diablaka. Na wejściu Królowa łaskawie przymknęła na nas oko, by na zejściu zaserwować nam prawdziwą mordęgę. Przekonaliśmy się w stu procentach jak to jest być Niedzielnym Turystą.

Czytaj dalej Pożegnanie zimy, czyli w dżinsach na Babią Górę cz.1.

Niebieskim Szlakiem Przystanków „na Dębowiec”

Aby zadość uczynić mianu Niedzielnego Turysty wypada wspomnieć o mojej wczorajszej niedoszłej „odkrywczej” wycieczce, która miała stanowić ciekawy materiał na bloga. Okazała się dowodem na mój postępujący analfabetyzm wtórny. Pod jej koniec modliłam się tylko aby jak najszybciej dotrzeć do domu i coś w końcu zjeść. Dobrze, że miałam przy sobie chociaż wodę. Nie tak to miało wyglądać…

Czytaj dalej Niebieskim Szlakiem Przystanków „na Dębowiec”

Pierwsze samotne zimowe Beskidy Niedzielnej Turystki cz.2.

Zimowa „wyprawa” na Klimczok zaczęła się niewinnie. Wyjście na Szyndzielnię było stosunkowo łatwe chociaż bardzo mozolne. Na Klimczoku spotkały mnie niewielkie trudności śniegowo-terenowe, a także własna głupota, która sprawiła, że nieco zmarzłam, jednak szczęśliwie dotarłam do schroniska, gdzie zjadłszy zupę poczułam się lepiej (ależ miałam ochotę na pomidorówkę z ryżem). To nie była ostatnia moja „głupota” tego dnia.

Odnalazłszy z trudem zejściowy zielony szlak, mimo niemożliwej do zignorowania kopy nawianego śniegu na wejściu, zauważywszy dalej wydeptaną ścieżkę postanowiłam ruszyć na przełaj przez śnieg. Czy to było mądre – oceńcie sami.

Czytaj dalej Pierwsze samotne zimowe Beskidy Niedzielnej Turystki cz.2.