Prawdziwie niedzielny, sobotni spacer bez tłumów w Dolinie Zimnika

 

Ostatnio na blogu panowała cisza. Dopiero artykuły wspominkowe z naszego wyjazdu na Islandię, nieco obudziły stronę. Oczywiście wielu blogerów przezywa kryzys pisarski. I mnie w pewnym sensie taki kryzys dopadł, ale związany był z goła z czym innym, niż brakiem weny.

Od tej wycieczki rozpoczynamy wyprawy we czwórkę. Grono (nie)dzielnych powiększyło się bowiem o nowego turystę Tomasza, chyba najbardziej dzielnego z całego grona. Wpis ten otwiera także serię artykułów z wycieczkami, które można odbyć z wózkiem dziecięcym. Mamy nadzieję, że „rodzinny” charakter naszych wycieczek Was nie odstraszy. To nadal my – dzielni niedzielni. Obecnie z na powrót kiepską kondycją, łapiący zadyszkę na małych podejściach. Ale wyrobimy się 😉

Zapraszamy do czytania 🙂

Dolinę Zimnika poznałam lata temu dzięki moim znajomym z Bielska, którzy pierwszy raz mnie tam zabrali. W swojej ignorancji nie myślałam, że gdzieś w okolicy może być tak przyjemne miejsce, poza znaną mi z dzieciństwa doliną Wapienicy, inaczej zwaną Doliną Luizy, gdzie znajduje się jezioro Wielka Łąka.

Ostatnio Zimnik powrócił do mnie za sprawą konieczności znalezienia trasy wycieczkowej, na której można by pojechać wózkiem. Od długiego już czasu „nosiło” mnie na wyjście w góry, a że ostatnio byłam na szczycie w październiku, czas był najwyższy gdzieś się wybrać. Nasz świeżo upieczony turysta także był już na tyle duży, aby spokojnie znieść „trudy” dłuższej wycieczki.

W drodze do Doliny Zimnika towarzyszył nam wspaniały widok na pokryte jeszcze częściowo śniegiem Skrzyczne

Dolina Zimnika znajduje się w Beskidzie Śląskim we wsi Lipowa, po jednej stronie mając stoki Skrzycznego, po drugiej – Ostrego. Dnem doliny przepływa Potok Leśnianka, w wielu miejscach tworząc ładne kaskady i przez całą drogę przyjemnie szumiąc. Droga prowadząca dnem doliny jest wyasfaltowana, toteż jazda wózkiem nie stanowi problemu. Jest to idealne miejsce na spacery, ale tez jazdę na rowerze. Po drodze spotkaliśmy sporo rowerzystów, a nawet osobę na rolkach. W Dolinie Zimnika przygotowana jest ścieżka dydaktyczna, opisująca okoliczną przyrodę, rozpoczynająca się na parkingu przy siedzibie Nadleśnictwa (w Dolinie są dwa parkingi). Na parkingu znajdują się ławy i wiata dla turystów oraz miejsce na ognisko. Na całej trasie ścieżki dydaktycznej znajdziemy zadaszone miejsca do siedzenia, więc nie ma problemu, aby Dolinę Zimnika odwiedziły rodziny z dziećmi, czy osoby starsze. Będzie gdzie odpocząć.

Jedna z tablic na ścieżce dydaktycznej

My nasz spacer rozpoczynamy właśnie na wspomnianym parkingu. Do Doliny Zimnika przyjechaliśmy około godziny 10 (jest sobota) i nie ma tutaj zbyt wielu osób. Na początek siadamy na jednej z ław turystycznych, aby nasz Mały Turysta mógł zjeść trzecie śniadanie 😉 i wyruszamy w drogę. Przy parkingu znajduje się mostek prowadzący nad potok.

Oczywiście zaczynamy zwiedzanie właśnie od tego miejsca. Jest tutaj bardzo przyjemnie i zacisznie. Poza nami nie ma nikogo, wiec spokojnie możemy się cieszyć widokiem płynącej wody (Tomasz szczególnie, bo nigdy takiej wody jeszcze nie widział :)).

Wzdłuż potoku prowadzi wydeptana ścieżka, my jednak wracamy (wózek) i jedziemy w stronę ulicy. Mijamy budynek Nadleśnictwa, gdzie znajduje się szkółka leśna z dodatkowymi stanowiskami dydaktycznymi dla dzieci, otwarta prawdopodobnie dla odwiedzających to miejsce szkół.

Szkółka leśna
Zabawy edukacyjne dla dzieci

Poza nami na drodze jest tylko rodzina z dziećmi i małym psem. Jest bardzo spokojnie. Co jakiś czas (niestety) przejeżdżają samochody, jednak nie jest to bardzo uciążliwe. Dużo gorszy jest głośny traktor, który nas mija, jadąc po drewno (spotykamy go ponownie w drodze powrotnej).

Mniej więcej w połowie drogi, znajduje się pomnik poświęcony zamordowanym Polakom w czasie okupacji hitlerowskiej.

Wokół nas wyraźnie widać oznaki wiosny. Przy rzece pełno jest białych lepiężników, zadrzewione stoki po prawej porastają fioletowe kwiaty żywca gruczołowatego. Po drodze spotykamy jeszcze kwiaty podbiału oraz różowe lepiężniki.

Lepiężniki i żywce

Po drodze zatrzymujemy się na kolejne (już czwarte) śniadanie Tomasza. Na trasie znajdują się wiaty dla turystów z ławami, więc jest gdzie odpocząć. Kolejna wiata znajduje się nad rzeką. Tutaj rozpalić można także ognisko. Miejsce naprawdę jest dobrze przygotowane dla turystów.

Idziemy nad rzekę – wszyscy 😉

Po więcej niż godzinie spaceru docieramy do rozwidlenia dróg.

Znajduje się tutaj kapliczka i źródełko wody pitnej, a także leśniczówka.

Kapliczka
Źródło wody pitnej

Warto zwrócić uwagę na widoczny z mostu potok, który tworzy ładne kaskady.

Biegnący dotychczas wraz z naszą trasą szlak żółty skręca w lewo, my zaś kontynuujemy prosto, w oddali przed sobą cały mając pokryty resztkami śniegu, biegnący w kierunku Skrzycznego, malowniczy grzbiet Malinowskiej Skały.

Widok jest wyjątkowo malowniczy
Nawet osłoneczniony stok wygląda przyjemnie
Po drodze wiele razy spotykamy błyszczące w słońcu wodne kaskady

Spacerujemy jeszcze jakiś czas, dochodząc w końcu do szerokiej polany, przygotowanej pod zwózkę drewna. Niestety wyraźne ślady gospodarki drzewnej widoczne są tutaj na każdym kroku.

Co chwila widać drogi wyorane kołami ciężkich samochodów. Mocne, zdrowe pnie ściętych drzew, leżą na poboczach, czekając na zwiezienie. Coś, co kiedyś było przyjemnym miejscem na odpoczynek, teraz jest oznaką eksploatacji lasów do granic możliwości. Kto był na stokach Malinowskiej Skały, Baraniej Góry czy Skrzycznego, wie o czym mówię. Okoliczne szczyty przeorane są drogami służącymi zwózce drewna, a sam las jest przerzedzony, pełen pniaków po ściętych drzewach. Z drugiej strony trzeba pamiętać, ze drzewa zalesiające te stoki nie są natywne dla tego obszaru. To gatunki wprowadzone tutaj sztucznie w czasie gdy okoliczne tereny były pod zaborem Austriackim. Nie zmienia to jednak faktu, iż widok łysiejących stoków nie napawa optymizmem.

Po dłuższym odpoczynku, wyruszamy w drogę powrotną.

Towarzyszą nam ładne widoki
Po drodze mija nas nieszczęsny traktor (a potem jeszcze jeden :()

Wracając, zachodzimy jeszcze nad potok. Kusi błyszczącą w słońcu wodą.

Oznaki wiosny widać tutaj także na drzewach.

Bazie

Gdy docieramy na parking, zauważamy, że turystów jest coraz więcej. Dobrze, że wybraliśmy wcześniejszą porę na spacer. Po małej przerwie na lunch Tomasza 😉 zrelaksowani, wyruszamy do domu. Na pewno jeszcze odwiedzimy to miejsce.

Podsumowanie

Poziom trudności trasy:

droga asfaltowa, bez podejść, bardzo łatwa trasa


Dla kogo ta trasa:
dla każdego – także dla rodzin z wózkiem, rowerzystów, rolkarzy. Po drodze wiaty i ławy dla strudzonych.

Infrastruktura: dwa parkingi, na całej trasie ścieżki dydaktycznej wiaty dla turystów i miejsca na ogniska.

Atrakcje: ścieżka dydaktyczna, ładny potok towarzyszy nam cała trasę

Trudności na szlaku: brak

Jak się ubrać: jak na spacer

Widoki: droga wiedzie doliną, więc widoki są ograniczone, jednak sceneria jest bardzo przyjemna.

Do zobaczenia na szlaku!

Niedzielna Turystka

 

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

2 myśli na temat “Prawdziwie niedzielny, sobotni spacer bez tłumów w Dolinie Zimnika”

    1. W takim razie możemy się wymienić trasami 😉 My dopiero zaczynamy rozruch po ciąży i porodzie, chociaż maluch w brzuszku już po górach chodził 🙂 Na razie trasy niezbyt pod górkę, ale mam nadzieje, spróbujemy czegoś wyższego. Także pozdrawiamy 🙂

Dodaj komentarz