Tenczyński Park Krajobrazowy od kuchni

Czy zdarzyło się Wam pojechać w jakieś miejsce, które miało być atrakcyjne turystycznie po czym nie dotrzeć do żadnej atrakcji? Nam się to zdarzyło całkiem niedawno. Korzystając z faktu, iż jechaliśmy w okolice Krakowa, postanowiliśmy przy okazji coś zwiedzić. Niedaleko miejscowości do której zmierzaliśmy znajdował się Tenczyński Park Krajobrazowy, czemu więc nie zerknąć kto zacz? Zerknęliśmy… i nie tylko. Zapraszamy do lektury.

Tenczyński Park Krajobrazowy znajduje się na obszarze Jury Krakowsko-Częstochowskiej i należy do Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego (dawniej – Zespołu Jurajskich Parków Krajobrazowych), a są to:

  • Park Krajobrazowy Orlich Gniazd,
  • Tenczyński Park Krajobrazowy,
  • Bielańsko-Tyniecki Park Krajobrazowy,
  • Dłubniański Park Krajobrazowy,
  • Park Krajobrazowy Dolinki Krakowskie,
  • Rudniański Park Krajobrazowy.

Zespół Parków Krajobrazowych obejmuje poza obszarami zielonymi także wiele zabytków, jak na przykład ruiny zamków i pałace, jest również bogaty w ciekawe okazy fauny, flory, a także formacje skalne (link do mapki).

My niejako „z musu” wybraliśmy Tenczyński park Krajobrazowy i tam też się udaliśmy. Według „na szybko” przeczytanych przed wyjazdem informacji na terenie parku znajdowały się zamki, pałace, dworki, park etnograficzny, skałki… Niestety, jako, że nasz wypad był bardzo spontaniczny nie mieliśmy ze sobą żadnej mapy obszaru, ani sensownego planu wycieczki. Przejechawszy więc przez Wąwóz Kochanowski, przecinający park na przestrzał, widząc parking postanowiliśmy się zatrzymać i zrobić sobie małą wycieczkę.

IMG_20160228_234620
Mały parking, kapliczka, kosz na śmieci… i przewijający się gdzieś czarny szlak

Na pobliskim drzewie zauważyliśmy wymalowane znaki czarnego szlaku, stwierdziliśmy więc, ze czas iść w las. I poszliśmy 😉 Okazało się, jednak że widoczne one były tylko przy drodze. Przy wejściu do lasu zauważyliśmy tylko namalowane „na dziko” znaki pomarańczowe. Jak się później okazało wyznaczały one szlak miłośnikom quadów i innych ryczących  pojazdów.

Mając nadzieję, iż się nie zgubimy ruszyliśmy początkowo brzegiem lasu, lecz gliniasta ziemia nie zachęcała do dalszej wycieczki. Weszliśmy więc miedzy drzewa. Lasek, który wybraliśmy był niestety tylko niewielką odnogą rzeczywistego obszaru leśnego, wetkniętą pomiędzy dwie ulice i ogródki działkowe. Środkiem obszaru, między drzewami wyraźnie wyryte były śladu po kołach. Widać lokalni wielbiciele motoryzacji urządzali sobie tutaj wyścigi.

Tu wylądowaliśmy.

Omijając zabłocone ścieżki eksplorowaliśmy niewielki lasek. Mimo bliskości cywilizacji zachował on nieco ze swojego pierwotnego uroku. Drzewa – głównie sosny, miały niezwykły pomarańczowawy kolor kory, który w połączeniu z ciemną koroną tworzył zupełnie niepowtarzalny widok. Las był bardzo ładny i przyjemnie było nim iść.

Las, mimo iż niezbyt gęsty był bardzo urokliwy

Niestety to tu to tam zaczęliśmy zauważać bardzo wyraźne ślady ludzkiej działalności. Porzucone opony i plastykowe opakowania wyzierały spośród liści.

IMG_20160229_002159
Dziwne te grzyby…

W pewnym momencie dotarliśmy do obszaru mocno pociętego wąwozami. Podążając za śladami quadów postanowiliśmy przejść przez jeden z nich. Niestety tu także znaleźliśmy sporo śmieci, niektóre zadziwiająco stare. To dobitnie pokazało jak powoli degradują odpady z tworzyw sztucznych. Raz zauważyłam nawet starą butelkę po oleju silnikowym marki CPN (może ktoś jeszcze pamięta hasło „Ja najwyżej sobie cienię tankowanie w CPN-ie ;)).

IMG_20160228_235223
Sieć niewielkich wąwozów
IMG_20160228_235042
Prawie jak w „Wiedźminie”. Ktoś grał? 😉

Rozjeżdżone dno wąwozu było koszmarnie błotniste. Co chwila jeździliśmy na butach, ciesząc się, że oboje zapobiegliwie wzięliśmy kije. Używanie ich było jednak mocno kłopotliwe, gdyż wręcz kleiły się do podłoża i trudno było je wyjmować. Nie mogę jednak narzekać – przygoda to przygoda. Po drodze natrafiliśmy na kilka niewielkich krasowych skałek i kamieni, niestety nie były to duże okazy.

IMG_20160228_235414
Rozjeżdżone błoto psuło nieco urok pięknego miejsca…

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o las po drugiej stronie jezdni, ale tam także nie było widać nic poza drzewami (a tak liczyłam na skałki ;().

Ogólnie wycieczka była udana, jednak błoto i wątpliwa przyjemność omijania plastykowych odpadów i opon sprawiła, że (przynajmniej ja) straciłam w pewnym momencie werwę. Sam las jednak był bardzo urokliwy, nawet mimo zimowej pory (śniegu już nie było).

IMG_20160228_234852
Całuśnie 😉

Jak się później okazało wspomniany szlak czarny prowadził wzdłuż szosy i dochodził do znajdującego się niedaleko Wąwozu Zbrza. Niestety my o tym nie wiedzieliśmy.

Mapka poglądowa obszaru naszego spaceru.
Mapka poglądowa obszaru naszego spaceru.

Po leśnej przechadzce postanowiliśmy wykorzystać resztki dnia i udać się na pobliskie lotnisko Balice. Inną bowiem ulubioną forma spędzania wolnego czasu przez nas – niedzielnych turystów jest… tzw. planespotting, czyli oglądanie samolotów podczas startu i lądowania ;). Oczywiście naszymi ulubionymi są ogromne samoloty pasażerskie. I takiego także udało nam się „złowić” podczas przelotu nad naszymi głowami (robi wrażenie – polecam!). A poniżej mały filmik 😉

Wycieczka do Tenczyńskiego Parku Krajobrazowego poza niewątpliwą dawką wrażeń motoryczno-estetycznych, dała także do myślenia nad stanem naszych obszarów leśnych. Mimo to jednak w głowie zasiała mi się myśl, że  miło by było jeszcze raz odwiedzić to miejsce – tym razem z sensownym planem i mapką w dłoni (w smartfonie 😉 i poświęcić należytą uwagę prawdziwym atrakcjom tego obszaru.

Owca

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

Dodaj komentarz