„A miało być tak pięknie”, czyli 5 błędów, które popełniłam planując wycieczkę wokół Szczyrku.

Czasem zdarza się, iż jesteśmy na tzw. „fali”. Niesieni entuzjazmem robimy coś, co nie do końca jest dla nas dobre lub właściwe w danej sytuacji. Tak było i z nami.

Źle zaplanowana wycieczka trasą górską wokół Szczyrku nauczyła nas bardzo wiele, jednak miało to swoją cenę. Jaką? Przeczytajcie.

W roku 2015, we wrześniu odbyliśmy bardzo ciekawą, acz męczącą kilkudniową wycieczkę do Saskiej Szwajcarii, gdzie przeciągnięto nas (dosłownie) przez setki schodów, stopni, skalnych przejść i wzniesień. Niesieni entuzjazmem pozostałym po tej wycieczce, postanowiliśmy niedługo potem wybrać się na całodniowe chodzenie po górach.

Był wrzesień, pogoda ładna. Trasa opracowana. Szczyrk – Szczyrk – przejście częścią tzw. Szlaku Stanisława Huli, z pominięciem Klimczoka (i dobrze). Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że pętla ta ma jakaś nazwę poza tym, że biegnie tamtędy „Ekstremalna Droga Krzyżowa” (oj tak) i szlak biegowy (oj nie).

Szczyrk02

Naszą wycieczkę zaczęliśmy w Szczyrku przy skrzyżowaniu z ul. Górską, prowadzącą w stronę dzielnicy o nazwie Biła. Samochód pozostawiliśmy na parkingu, biegnącym wzdłuż głównej ulicy. Z miejscem rano nie było problemu.  Zaopatrzeni w nowe kije trekkingowe z decathlona, zadowoleni ruszyliśmy przed siebie. Zaczęliśmy szlakiem żółtym, wiodącym wzdłuż wspomnianej ulicy Górskiej. Początek trasy był łagodny, idealny na rozgrzewkę. Po drodze mijaliśmy hotele i stoki narciarskie. Naszym pierwszym celem była przeł. Karkoszczonka. Minąwszy ostatni przystanek PKS w Biłej, zaczęliśmy wspinać się pod górkę początkowo asfaltową, następnie wyłożoną betonowymi płytami drogą. I tutaj okazało się, że rozgrzewka zdecydowanie nie wystarczyła (przynajmniej mi). Dysząc niemiłosiernie i zatrzymując się co chwila z powodu… bólu w plecach mozolnie pięłam się pod krótkie acz strome podejście do Chaty Wuja Toma, znajdującej się na przełęczy. Leszek szedł żwawiej, ale i tak co chwila przystawał czekając na mnie (ale myślę, że był za to wdzięczny ;)). Wycieczka zapowiadała się ciekawie…

Doszedłszy w końcu pod chatę, w której od rana coś grillowano (a wyglądało jak poranna mgła.. ;)), od razu podążyliśmy dalej do szlakowskazu na przełęczy Karkoszczonka. I tu czekała nas nagroda za wysiłek.  Na wschodzie rozpościerał się piękny widok na poranne góry z naszym ostatnim celem widocznym jak na dłoni – szczytem Skrzycznego z charakterystyczną wieżą przekaźnikową. Trochę dziwnie było patrzeć jak odległy jest to cel, jednak byliśmy dobrej myśli. Upadki na naszej „drodze krzyżowej” miały dopiero nastąpić.

Szczyrk28
Nasz cel w oddali

Podążyliśmy dalej szlakiem czerwonym w stronę Kotarza i przeł. Salmopolskiej. Zdziwiło nas jak wąska była ścieżka, którą prowadził szlak.

Szczyrk03

Początkowo szliśmy lasem, następnie po naszej prawej stronie otworzył się piękny widok na góry okalające Brenną. Byliśmy po drugiej stronie masywu, dzięki czemu mogliśmy podziwiać tamtejsze widoki.

Szczyrk04

Pogoda dopisywała, a trasa była wyjątkowo przyjemna. Do czasu oczywiście.

Początkowy łagodny trawers został szybko zastąpiony przed przykre podejście pod Hyrcę, na której szczycie spotkaliśmy górną stację wyciągu narciarskiego i widok, który znów cieszył po wysiłku, niestety kolejne podejście było tuż przed nami. Pewnie dla większości osób nie byłyby one zbyt kłopotliwe, jednak my, a szczególnie ja, absolutnie nie miałam sił. Nawet rowerzysta, który mijał nas na swoim rowerze musiał dać za wygraną. Po takim wysiłku należał nam się odpoczynek. I rzeczywiście. Po jakimś czasie doszliśmy do szczytu Kotarza, pod którym znajduje się mały obiekt gastronomiczny.

Szczyrk05
Kotarz

I tu odkryłam pierwszy problem. Wzięliśmy za mało wody. Nasza półtoralitrowa butelka bardzo szybko się opróżniła (zgadnijcie kto najwięcej wypił ;)), zostaliśmy więc bez picia. Zakupiwszy mały napój w sklepiku usiedliśmy pod wiatą turystyczną aby zjeść kanapki. Kotarz jest bardzo przyjemnym miejscem, gdzie na polanie z widokiem na góry można relaksować się do woli. Domyślaliśmy się, iż wiele osób przyszło tutaj bezpośrednio z przełęczy Salmopolskiej na krótką wycieczkę. Po lewej stronie drogi widać było bardzo przyjemny murek obrośnięty bukszpanem. Następny krótki przystanek „na czekoladę” urządziliśmy na Grabowej.

Szczyrk16
Grabowa

Przez przełęcz Salmopolską przeszliśmy praktycznie bez zatrzymywania, chociaż lody w karczmie kusiły bardzo.

Szczyrk15
„Biały Krzyż” na Przełęczy Salmopolskiej

Minąwszy charakterystyczny biały krzyż na przełęczy, podążyliśmy dalszą częścią szlaku czerwonego w stronę Malinowa.

Trasa po raz kolejny zaczęła ostro piąć się pod górę. Podejście było wyjątkowo nieprzyjemne. Co jakiś czas musieliśmy przystawać, łapiąc oddech. Sam Malinów nie uraczył nas ładnymi widokami, jednak zejście z niego okazało się wyjątkowo atrakcyjne. Pomiędzy drzewami widać było rozświetlone słońcem góry.

Szczyrk14
Na zejściu z Malinowa.

Dla nas zejście było bardzo strome, ale dla mijających nas rowerzystów stanowiło idealną trasę zjazdową. Sama droga była wyjątkowo szeroka i „rozjechana”. Widać było, iż całe pokolenia turystów przemierzały ten szlak przed nami. Niestety zauroczeni widokami, kompletnie zapomnieliśmy o znajdującej się tutaj jaskini Malinowskiej, która miała być jedną z atrakcji wycieczki. Cóż – następnym razem.

Szczyrk13
Widok na szlak zejściowy z Malinowa

Ostre zejście w dół nie cieszyło nas wcale. Nauczeni doświadczeniem ze skał Saskiej Szwajcarii wiedzieliśmy, że gdzie ostro w dół, tam będzie ostro do góry. Tak też było i tym razem. Podejście pod Malinowską Skałę wyciągało z nas resztki energii. Wiedzieliśmy, że na szczycie będziemy musieli długo odpocząć.

Nasze wysiłki zostały sowicie nagrodzone. Już przed szczytem przywitał nas przepiękny widok na Beskid Żywiecki, Mały, a także mgliste zarysy Tatr. Pięknie prezentowało się jezioro Żywieckie. Babia Góra spoglądała na nas z daleka. Wtedy nawet nie przypuszczałam, że będę tam już tej zimy.

Szczyrk11
Królowa Beskidów w pełnej krasie

Na Malinowskiej Skale był oczywiście niewielki tłumek turystów, jednak nie na tyle wielki, aby uniemożliwić nam spokojne „zdobycie” skały.

Bardzo ciekawy jest fakt, iż tak mało wyróżniające się góry jak Beskidy, posiadają w swoich pasmach sporo skał oraz jaskiń. Sam Beskid Śląski ma ogromna liczbę ponad 400 zbadanych jaskiń.

Malinowska Skała i jako masyw i jako sama forma skalna jest bardzo ciekawym tworem geologicznym, zbudowana jest bowiem z występujących tylko na obszarze Beskidu Śląskiego i to także w niewielu miejscach tzw. „zlepieńców z Malinowskiej Skały”, czyli zlepieńców kwarcowych, zawierających okruchy miki, granitu i ziarna skaleni. Nie tylko z geologicznego punktu widzenia miejsce to jest ciekawe. Charakterystyczna skała na szczycie jest bowiem pomnikiem przyrody. Niestety obecność turystów daje się jej we znaki. Wokół leży sporo śmieci, których nie powinno tam być, widać także ślady ognisk.

Szczyrk08
Skała na Malinowskiej Skale 😉

Co ciekawe, jeśli zobaczymy dawne zdjęcia z tego miejsca, możemy się zdziwić, ponieważ wokół skały znajduje się mnóstwo drzew. Obecnie większa część szczytu, a także trasa wiodąca na Skrzyczne jest całkowicie ich pozbawiona. Sterczą tu tylko ususzone kikuty. Niestety niewłaściwa gospodarka drzewna oraz kwaśne deszcze spowodowały nieodwracalne zniszczenia na tym obszarze.

Szczyrk07
Widok na Malinowską Skałę od strony szlaku zielonego na Skrzyczne. Widać ogromne spustoszenia w drzewostanie góry.

Po krótkim odpoczynku, podczas którego mieliśmy okazję podziwiać niezwykłe widoki, a także obserwować dumnego tatę zmuszającego swoją 7. na oko -letnią pociechę do „wspinaczki” na skałki „do zdjęcia”, ruszyliśmy dalej.

Szczyrk19

Poruszaliśmy się po niezwykle widokowym, ale równocześnie budzącym przygnębienie szlaku zielonym wśród szarych kikutów drzew i bujnych traw. O zniszczeniach lasu wspominałam już przy okazji wpisu o Baraniej Górze. Tutaj widać to jeszcze wyraźniej. Co więcej, na pierwszym planie po prawej stronie widzimy zorane drogami zbocza Magurki Wiślańskiej. Miejmy nadzieje, ze obszary te zostaną szybko obsadzone nowymi drzewami i przywrócone chociaż do ułamka ich dawnej leśnej świetności.

Szczyrk18
Jedyne „drzewo” w okolicy

Droga do Skrzycznego była dosyć długa. Umilaliśmy ją sobie puszczając motywy muzyczne z gry Wiedźmin (tylko w samotności ;)), aby poczuć się jak bohaterowie na szlaku 😉 Po drodze wystraszyły nas motocykle. Coraz częściej spotykane zjawisko, które bardzo niszczy góry. Droga, którą szliśmy jest bardzo szeroka i mocno rozdeptana.

Szczyrk17

W pewnym momencie zaczęła mnie boleć głowa, co było wyjątkowo nieprzyjemne, zważając, że jeszcze spory kawałek drogi pozostał nam do schroniska. Ból ten miał bardzo prostą przyczynę, ale o tym wspomnę na końcu.

Szczyrk20
„Szlakostradą” na Skrzyczne

Po długim marszu, minąwszy Małe Skrzyczne z turystyczną wiatą, nareszcie dotarliśmy na szczyt i do schroniska. Już nie mogłam się doczekać aż zjemy zaplanowany obiad. Zostały nam ostatnie bułki, a czas był już wielki, aby zjeść coś konkretnego.

Szczyrk21
Charakterystyczna wieża telewizyjna na Skrzycznym pozwala rozpoznać ten szczyt bez względu na to skąd patrzymy.

Budynek schroniska był dość mocno oblężony jak na tę porę roku. W ostatniej chwili (była już prawie osiemnasta) udało mi się jeszcze kupić na szczycie „blachę” ze Skrzycznego (to takie blaszane odznaki ze szczytami, popularne swego czasu) i oczywiście pocztówkę (zbieram! ;)). Co się okazało, tłum na szczycie był nieprzypadkowy. Odbywało się tam bowiem… wesele. Państwa młodych nawet spotkaliśmy po drodze na szczyt, zmierzających w stronę najlepszych punktów zdjęciowych.

Właściwie by mi to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że schronisko z tego powodu… nie wydawało posiłków. Nastawieni na sutą kolację odeszliśmy z kwitkiem, a raczej z małym piwkiem (Leszek bez alkoholu), bo tylko to tak naprawdę można było dostać. Byłam tak zmęczona wycieczką i bólem głowy, że prawie nie zjadłam ostatniej posiadanej bułki, która już kompletnie mi „nie wchodziła” (podobnie jak piwo).

Zejście (moje prawdziwe) rozpoczęliśmy około 18:30. Po drodze odwiedziliśmy punkt widokowy, gdzie podziwialiśmy piękną panoramę wokół z Jeziorem Żywieckim na pierwszym planie. Było to bardzo przyjemne zakończenie pobytu na szczycie.

Szczyrk22
Jezioro Żywieckie

Jako zejściowy wybrałam szlak zielony, tak, aby dotrzeć w pobliże naszego samochodu. Miał być to także szlak mniej stromy niż niebieski, biegnący „na krechę” w dół zbocza Skrzycznego. Jak się przekonaliśmy szlak był mimo to bardzo stromy, więc na koniec dodatkowo czekało nas męczące schodzenie. Nigdy nie wybrałabym tego szlaku jako wejściowego…

Szczyrk24
Do Szczyrku jeszcze dwie godziny

Część trasy biegła wspólnie ze znakami niebieskimi i w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać czy gdzieś nie pomyliliśmy drogi. Po jakimś czasie dotarliśmy do ciekawych skał, które jeśli się nie mylę oznaczone są na mapie jako jaskinie. Niestety okazało się, że służyły one jako turystyczna… toaleta (było to WYRAŹNIE widoczne ;|). Szkoda, bo było to bardzo ciekawe miejsce.

Szczyrk25

W pewnym momencie szlak przeciął stok narciarski. Trasa wiodła po kamienistym zboczu, a kamienie usuwały się spod nóg. Trzeba było uważać. Zimą przejście tej części byłoby niemożliwe ze względu na narciarzy, ale i stromy stok.

Dalej trasa biegła to łagodniej, to znów stromo. W jednym miejscu szlak nieco się oberwał i trzeba było zachować ostrożność.

Szczyrk26
Szlak wcale nie był przyjemny

Doszedłszy do niewielkiego wzniesienia o nazwie „Becyrek”, usiedliśmy na chwile aby odpocząć. Przed nami droga opadała stromo w dół. Po zboczu ze spora werwą wchodził mężczyzna, za nim, nieco bez energii – dziewczyna. Powoli zaczynało się ściemniać. Zastanawialiśmy się czy dostaną nocleg w schronisku, gdzie najwyraźniej nocowali biesiadnicy.

Szczyrk27

Zachodzące słońce tuż nad górami wyglądało wyjątkowo pięknie, niestety w momencie gdy zaszło za pobliski szczyt, zrobiło się wyraźnie ciemniej. Szczęście w nieszczęściu – gdybyśmy zostali na górze na obiedzie, zmuszeni bylibyśmy schodzić po ciemku po kamienistej części trasy. Ciemność „dopadła” nas jednak dopiero na drodze dojazdowej do posesji, więc nie mieliśmy problemu z dojściem do samochodu. Mimo to droga w ciemności nie była przyjemna. Mnie zaś koszmarnie bolała głowa i ledwo szłam.

Miałam wspomnieć o moim bólu głowy. Podczas tej wycieczki popełniliśmy sporo błędów, razczej ja, bo to ja planowałam wyjście:

Błąd pierwszy – za mało wody. Było ciepło. Powinniśmy byli wziąć więcej zwykłej wody, (mieliśmy jeszcze herbatę w termosie).

Błąd drugi – źle zaplanowałam czas wycieczki – zakończyła się po zmroku

Błąd trzeci – nie mieliśmy źródła światła

Błąd czwarty – wycieczka była za długa jak na nasze możliwości kondycyjne (a przynajmniej moje)

Błąd piąty – najważniejszy – wzięliśmy za mało jedzenia, zakładając, że zjemy w schronisku. Spowodowało to niestety, że po zejściu do Szczyrku czułam się tak koszmarnie, iż nie byłam w stanie przełknąć niczego. Zamiast przy stole w restauracji, jedząc shoarmę z Leszkiem, spędziłam ten czas w toalecie. Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną dzieje, a było to oczywiste – byłam głodna. Gdybym przez całą wycieczkę jadła sensownie, a nie po troszku, na pewno czułabym się dużo lepiej mimo zmęczenia, a i ono pewnie byłoby mniejsze. Wmusiłam w siebie odrobinę jedzenia, ale dopiero w Bielsku „odblokowało” mi się łaknienie i zjadłam suty posiłek… niestety w McDonaldzie.

Błędy te zrzucam na karb faktu iż była to nasza pierwsza tak długa w pełni samodzielnie zaplanowana wycieczka. Bardzo dużo się po niej nauczyliśmy i efekty tej nauki są z reguły widoczne przy każdym naszym wyjeździe (patrz-10 bułek nad Morskie Oko ;)). Niestety czasami trzeba się „sparzyć”, aby czegoś się nauczyć. Mimo to czuję naprawdę ogromną satysfakcję z przejścia tej trasy, ponieważ była naprawdę wymagająca (24 km) i jak na nasze możliwości był to prawdziwy turystyczny wyczyn.

Trasa
Poglądowa mapka trasy naszej wycieczki (klik po większą wersję)

Poziom trudności trasy:

 

Trudmość 4

Trasa wymagająca sporej kondycji. Dużo stromych podejść i zejść.

  • Dla kogo ta trasa: dla turystów o dobrej kondycji fizycznej
  • Atrakcje: ciekawa formacja skalna na Malinowskiej Skale. Na Skrzycznym – kolej krzesełkowa (czynna do 17:30), z której jednak nie korzystaliśmy.
  • Trudności na szlaku: brak. Trasa momentami stroma, męcząca.
  • Jak się ubrać: buty trekingowe – potrzebne szczególnie na szlakach zejściowych – bardzo kamieniście, odzież w zależnosci od pogody
  • Schronisko: o schronisku niewiele mogę powiedzieć, ponieważ nie mogliśmy nic konkretnego w nim nabyć, ani skorzystać w pełni z jego dobrodziejstw. Duży taras przed budynkiem.
  • Widoki: trasa bardzo widokowa.  Widoczne szczyty zarówno Beskidu Ślaskiego (większa część trasy), jak i Beskidu Żywieckiego, Małego, a nawet Tatr (Malinowska Skała, Skrzyczne). Na Skrzycznym taras widokowy.

Wycieczka odbyła się 13.09.2015r

Owca

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

4 myśli na temat “„A miało być tak pięknie”, czyli 5 błędów, które popełniłam planując wycieczkę wokół Szczyrku.”

  1. Fajny blog, widać że prowadzony z pasją. Jest tylko jeden problem, w tym tempie już za chwilę będziecie ekspertami a nie niedzielnymi turystami i trzeba będzie popracować nad nowa nazwą 😉

    1. Dziękujemy za miłe słowa 🙂 Oj jeszcze daleka droga przed nami i jesli chodzi o doświadczenie i kondycję, więc nie ma o co sie martwić 😉 Zanim uznamy siebie za „nie”niedzielnych turystów minie mnóstwo wpisów na blogu 🙂

  2. Temat bloga nie pasuje do full frofesjionalnych opisów i znajomości gór. Bardzo miło się czyta, a opisywane wycieczki wręcz zmuszają do wyjścia na szlak 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie 🙂

    1. Dziękujemy 🙂 Taki mam styl pisania, a znajomość gór znikomą, mam za to przewodniki i wikipedię 😉 Chcę żeby wpisy były przydatne, dlatego dodaje dodatkowe informacje. Przy okazji sama się czegoś nowego dowiaduję 🙂
      A do wyjścia na szlak zachęcam zachęcam 🙂

Dodaj komentarz