Duje

Kiedy byłam dzieckiem wiatr halny kojarzył mi się z przyjemnym ciepłym wiatrem, w którego porywach chętnie stawałam i dawałam się unosić. Zawsze przynosił ocieplenie i nadzieję na lepszą pogodę. Teraz gdy za oknami gwiżdże, uderzenia wiatru co chwila walą po oknach, a w tle słychać wyjące co chwila syreny pobliskiej OSP nie czuje się wcale tak miło.

Halny to porywisty wiatr wiejący w górach. Powstaje gdy pomiędzy dwoma stronami pasma górskiego występuje znaczna różnica ciśnień. Sprawia to, iż masy powietrza ze strony o wyższym ciśnieniu (w naszym przypadku z południa) unoszą się, przekraczając próg grzbietu górskiego. Równocześnie następuje stopniowe ochładzanie i utrata wilgoci z powietrza, co skutkuje pojawieniem się charakterystyczne wału chmur, z którego może nastąpić gwałtowny opad. Przekroczywszy grzbiet górski opadające powietrze ponownie się ociepla, wytracając wilgoć. Powoduje to powstawanie niezwykle silnych wiatrów siejących spustoszenia w okolicznych miejscowościach oraz w górskim drzewostanie (wichura z 2013 r. zniszczyła znaczne obszary leśne w Tatrach). Najwyższą prędkość wiatru zanotowano w maju 1968 roku – około 300 km/h! Wiatr halny negatywnie wpływa na samopoczucie, szczególnie wśród osób z chorobami serca oraz układu krążenia.

W dniu dziesiejszym wiatr w Tatrach osiągnął zatrważającą prędkość 155 km/h na Kasprowym, 105 km/h w dolinach, a w nocy ma być jeszcze gorzej.

Poniżej (na rozluźnienie) świetny materiał o wpływie halnego na ludzi, nakrecony dla TPN-u

 

Owca

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

Dodaj komentarz