Niebieskim Szlakiem Przystanków „na Dębowiec”

Aby zadość uczynić mianu Niedzielnego Turysty wypada wspomnieć o mojej wczorajszej niedoszłej „odkrywczej” wycieczce, która miała stanowić ciekawy materiał na bloga. Okazała się dowodem na mój postępujący analfabetyzm wtórny. Pod jej koniec modliłam się tylko aby jak najszybciej dotrzeć do domu i coś w końcu zjeść. Dobrze, że miałam przy sobie chociaż wodę. Nie tak to miało wyglądać…

Podczas jednego z dłuższych spacerów, które staram się odbywać celem poprawy nieistniejącej kondycji, zauważyłam iż w mojej okolicy został wytyczony nowy szlak turystyczny. A raczej jego przedłużenie, którego wcześniej nie było. Przeszukałam posiadane mapy, sprawdziłam w wszechwiedzącym Internecie, ale o nowym szlaku kompletnie nic się nie dowiedziałam. Dopiero zapytawszy facebookowych Beskidomaniaków otrzymałam odpowiedź iż szlak ten owszem na mapie istnieje i nawet podano mi jej nazwę, ale tylko w najnowszym wydaniu z 2016r. Cóż było zrobić – postanowiłam sprawdzić przebieg szlaku sama.

W tym roku, niedługo przed swoim kalendarzowym zakończeniem, zima postanowiła znów zapanować w pobliskich Beskidach – Śląskim i Małym. Ucieszona widokiem białego puchu na wszystkim wokół (kierowców nie bardzo to ucieszyło), spakowałam do plecaka zapasowa kurtkę, czapkę, rękawiczki, wodę… ale nie wzięłam ani krztyny jedzenia i pieniędzy czego później miałam bardzo żałować. I ruszyłam przed siebie.

01

Początek rzeczonego szlaku oznaczonego kolorem niebieskim rozpoczyna się w Bielsku-Białej na przystanku autobusu nr 7, o nazwie „Karpacka”. Szlak wiedzie do przełęczy Dylówki na stoku Szyndzielni, gdzie łączy się ze szlakiem czerwonym prowadzącym na szczyt.

Jak wyczytałam na kierunkowskazie szlak w 15 minut miał mnie zaprowadzić także na Dębowiec.

Wokół panowała przepiękna zima. Nie mogłam się powstrzymać przed obfotografowaniem okolic przystanku i przyległych zanim w końcu ruszyłam przed siebie.

P_20160315_112318a

P_20160315_112459a
Chodnikiem w górę

Szlak był wyraźny i prowadził wzdłuż ulicy Karbowej.

P_20160315_113212a
Ulica Karbowa

Po niedługim czasie, mijając kolejny przystanek dotarłam do parkingu przy stoku narciarskim na Dębowcu.

P_20160315_113353a
Stok narciarski na Dębowcu

W ciągu ostatnich dziesięciu lat, okolica ta uległa radykalnej przemianie. Pamiętam ją jeszcze z dzieciństwa. Prowadziła tutaj tylko dziurawa droga i nic więcej, a stoku Dębowca nawet nie było za bardzo widać spoza drzew. Ulicę wyremontowano, dodano szerokie chodniki i ścieżkę rowerową, przedłużono także trasę autobusu. Wszystko to aby ułatwić dojazd turystom do podnóży Dębowca oraz Szyndzielni, a przede wszystkim w okolice ośrodka rekreacyjno-narciarskiego, który otwarty został  w 2013 roku, a stanowił długo wyczekiwany przez mieszkańców wynik działań modernizacyjnych podjętych w ostatniej dekadzie przez Urząd Miasta Bielska-Białej. Co by nie powiedzieć okolica zmieniła się radykalnie stając się miejscem atrakcyjnym i celem weekendowych i nie tylko wycieczek mieszkańców Bielska i okolic. Pod tym linkiem możecie znaleźć filmik pokazujący zakres inwestycji.

W miejscu w którym się zatrzymałam postawiono mapę północnej części Beskidu Śląskiego z zaznaczonymi szlakami pieszymi, toteż postanowiłam z niej skorzystać. Była to nowa mapa, wiec szlak, którym szłam został już na nią naniesiony. Zerknąwszy na jego przebieg, ucieszyłam się widząc, ze wycieczka oddędzie się zgodnie z planem i podążyłam dalej wzdłuż ulicy, wyczekując aż szlak skręci i poprowadzi mnie w końcu pod górę do schroniska na Dębowcu.

P_20160315_113427a

Po drodze napotkałam mostek z niezwykle urokliwą, nieprzetartą ścieżką prowadzącą ewidentnie na Dębowiec. Nie uległam jednak pokusie i ruszyłam dalej – miałam misję do wypełnienia. Oj ile razy miałam później przeklinać swoją decyzję…

P_20160315_113659a
Jak cudnie…

Ciągle mając nadzieje, iż szlak w końcu skręci w stronę Dębowca szłam cały czas wzdłuż ulicy, aż wreszcie doszłam do skrzyżowania… z ulicą Armii Krajowej, prowadzącą w stronę dolnej stacji kolei linowej na Szyndzielnię.

P_20160315_114904a
Ulica Armii Krajowej i skręt szlaku niebieskiego

Tu także spotkałam szlak czerwony z Olszówki (patrz – wycieczka na Klimczok). Oba szlaki wiodły przez chwilę razem (co wcześniej widziałam na mapie), później szlak czerwony odbił lekko w prawo, prowadząc w stronę oczywiście – Dębowca, ja zaś mijając kolejny przystanek rozpoczęłam uciążliwą wędrówkę wzdłuż ulicy Armii Krajowej.

P_20160315_114937a
Szlak czerwony – prosto na Dębowiec. Szlag by to trafił – lekko w lewo.
P_20160315_115029a
Przystanek. A jakże!

Gdyby nie wyjątkowo urokliwe widoki na ośnieżone drzewa wokół, klęłabym na czym świat stoi. Do tego zaczęłam być głodna.

P_20160315_115348a
Dalsza droga ulicą Armii Krajowej wśród pięknie ośnieżonych drzew

Wiele razy na trasie spotykałam znaki wskazujące „TAM NA DĘBOWIEC”, szłam jednak dzielnie przed siebie. W końcu, mijając pętlę autobusową i idąc jeszcze chwilę asfaltową ścieżką….

P_20160315_120141a
Ostatni przystanek autobusów nr 7 oraz 8 z centrum Bielska-Białej. Kolej na szyndzielnię prosto.
P_20160315_120310a
Zabytkowy wagonik kolejki linowej na Szyndzielnię
P_20160315_120418a
Szlak ZIELONY na Dębowiec…
P_20160315_120422a
Dzielny rowerzysta.
P_20160315_120639a
TAM na Dębowiec

…dotarłam do dolnej stacji kolei linowej na Szyndzielnię.

P_20160315_120808a
Dolna stacja kolejki linowej na Szyndzielnię

I tu właściwie się ucieszyłam. Była 80-ta rocznica uruchomienia kolejki na Kasprowy. Nie było złym pomysłem uczcić tego wydarzenia odwiedzinami u jej młodszej koleżanki.

P_20160315_120925a
Po lewej obok stacji kolejki znajduje się źródełko.

Nie posiadając jednak przy sobie pieniędzy, za to posiadając koszmarny lęk wysokości 😉 nie skorzystałam z niej, tylko ruszyłam WRESZCIE w stronę lasu.

P_20160315_121205a
Ten szlak jest naprawdę dziwny…
P_20160315_121425a
Na reszcie w lesie!

Szlak był praktycznie nieprzetarty. Na świeżym śniegu widać było ślady tylko jednej osoby. Mijając niewielki wodospad dotarłam do rozwidlenia ścieżek. Szlak niebieski gdzieś zniknął.

Cudem udało mi się odnaleźć dalsza drogę (w lewo) i ruszyłam pod górę teraz już zupełnie nieprzetartym szlakiem.

P_20160315_121714a
Minus szlaków malowanych na kamieniach – w zimie ledwo je widać albo wcale.

P_20160315_121827a

Po chwili jednak zatrzymałam się. Coś było nie tak. Szlak prowadził stokiem Szyndzielni, co oznaczało, że szłam już na przełęcz Dylówki. Gdzie się podział ten Dębowiec!?

Nareszcie trybiki w mojej, zamroczonej chyba głodem, głowie zaczęły się poruszać. Zerknęłam na fotografię mapy z prawidłowym szlakiem, zrobioną pod stokiem narciarskim jakąś godzinę temu…

P_20160315_113440a
P_20160315_112151a1
Czytać nauczyłam się w wieku 5 lat czy coś… dawno.

Jak byk szlak niebieski szedł prosto na przełęcz. Żadnego Dębowca po drodze nie było, a na początkowym szlakowskazie było 15 minut do… „Stacji Narciarskiej Dębowiec”. STACJI NARCIARSKIEJ Dębowiec a nie na szczyt. Na szczyt to ja dotarłam – znów własnej głupoty. Wróciwszy tą samą ścieżką, uważając aby nie zaliczyć także zjazdu na siedzeniu (to byłaby powtórka z rozrywki), podążyłam prosto szeroką drogą służącą do zwózki drewna.

P_20160315_122524a

Miałam już absolutnie dość całej tej wycieczki i wyliczałam w głowie minusy i bezsensy wytyczania szlaku, który prowadzi pod kolejkę skoro znajduje się tu przecież pętla końcowa dwóch autobusów jadących z centrum Bielska.

Szeroka droga doprowadziła mnie do skrzyżowania ze (wcześniej już spotkanym) szlakiem czerwonym. W oddali po lewej słychać było dźwięki pił mechanicznych. Zrywka drewna trwała. No właśnie. Podejście czerwonym szlakiem do upragnionego celu zagrodził mi znak zakazu wstępu.

P_20160315_123103a
Achtung!
P_20160315_123329a
Mimo wszystko PIĘKNIE!

Krzywiąc cię podążyłam w dół szlaku, aby po chwili zauważyć jakiś budynek.

P_20160315_123338a

Nie powiem, że nie byłam zła. Wiedziałam już że na Dębowiec nie dotrę. Właśnie doszłam bowiem do zabudowań, za którymi zapewne jest ulica, czytaj – podnóże Dębowca. Miało to oczywiście swoje plusy – bliżej do domu = szybszy posiłek.

Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że tył budynku, który widziałam był tyłem schroniska. Na Dębowcu.

P_20160315_123743a
Rzeczone schronisko

Byłam na miejscu. Po dwóch godzinach kluczenia dookoła dotarłam do celu, w którym byłabym już dawno gdybym wybrała Ścieżkę Za Mostkiem.

Nie wchodziłam do środka. Ruszyłam dalej. Zejście bokiem stoku narciarskiego było nieprzyjemne i strome, w połowie drogi w dół wybrałam więc ścieżkę wiodącą w las, która jest jednym z najpopularniejszych dojść na szczyt.

P_20160315_123852a
Mały mieszkaniec schroniska wyraźnie był głodny. Albo chciał pogadać. Ja niestety nie byłam w nastroju…
P_20160315_124523a
Tędy już nie idziemy
P_20160315_124519a
Idziemy w lewo

Ostatnio szłam nią jednak chyba z 10 lat temu, więc zapomniałam o jej znaczącym minusie – była koszmarnie błotnista. Pod śniegiem czułam jak moje buty zapadają się w błocie. Na szczęście kije jak zawsze wsparły moje nieudolne działania turystyczne.

P_20160315_124712a
Widok na scieżkę od strony, z której przyszłam
P_20160315_124922a
Przechodzimy pomiędzy płotami działek

W końcu udało i się wyjść na ulice Karpacką.

P_20160315_125249a
Droga, którą szłam

Po lewej ulica się kończyła i wchodziła w las (tam też jest ciekawa ścieżka, którą pewnie kiedyś opiszę). Ja ruszyłam w prawo, aby po niedługim czasie dojść do skrzyżowania z ulica Karbową, a po chwili do początku wycieczki na przystanku autobusu nr 7 i feralnego szlakowskazu.

P_20160315_125850a
Skrzyżowanie ul. Karpackiej (kontynuuje w lewo), z ulicą Karbową (w prawo – tam szłam na początku)
P_20160315_130226a
Punkt początkowy „wycieczki”. jeszcze trzeba dojść do domu…

Łącznie tego dnia przeszłam ponad 11 kilometrów. Koniec końców większość drogi szłam brzegiem ulicy, mijając kolejne przystanki… To mogła być całkiem miła wycieczka, jednak…

NIGDY WIĘCEJ

Owca

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

2 myśli na temat “Niebieskim Szlakiem Przystanków „na Dębowiec””

Dodaj komentarz