Hirtshals – ocean atrakcji na północy Danii

Wakacje za granicą z reguły spędza się w ciepłych krajach. Wybieramy Chorwację, Włochy, wyspy tropikalne. Jeśli jednak szukamy alternatywy dla plażowania się w zatłoczonych kurortach, a do tego niekoniecznie przepadamy za żarem lejącym się z nieba, warto spojrzeć w zgoła innym kierunku. Na północ. Zapraszam do odwiedzenia maleńkiego niepozornego miasteczka na północy Danii – Hirtshals.

Swoją podróż do Hirtshals rozpoczęłam w Kristiansand. Oba miasta posiadają bardzo dobre połączenia promowe w bardzo atrakcyjnej cenie (od ok. 130 zł w obie strony). Słysząc, iż w Hirtshals znajduje się ciekawe oceanarium, niedługo zastanawiałam się nad podjęciem decyzji.

Podróż z Kristiansand do Hirtshals trwa około 3 godzin. Pierwszy raz miałam okazję płynąc promem i powiem szczeze, ze zadziwiło mnie jego wnętrze. Spodziewałam się ułożonych jak w samolocie foteli, jednakże wszystko wyglądało bardziej jak korytarze i lobby hotelowe z mnóstwem kanap i stolików. Na pokładzie był dostęp do wifi i bar, gdzie można było zjeść posiłek (ja miałam własne kanapki ;)).

01
„Mój prom” już na miejscu

Gdy dotarłam na miejsce niestety zostałam przywitana typowo duńską pogodą. Szare niebo i siąpiący deszcz mogły zniechęcić, ja jednak byłam zdeterminowana i pozytywnie nastawiona, więc nic nie mogło mnie zatrzymać. Od razu ruszyłam do oceanarium. Z mapy wynikało, że będę mieć sporo do przejścia i tak rzeczywiście było (w mapę można było się zaopatrzyć na przystani promowej za darmo). Po drodze oczywiście nieco się zagubiłam, ale pytając przechodniów spokojnie trafiłam do celu.

02
Deszczowe miasteczko

Oceanarium Morza Północnego w Hirtshals (Nordsøen Oceanarium) zostało otwarte w 1984r. Posiada największe w Europie akwarium o pojemności 4,500,000 l z 2-3 tys. ryb. Poza głownym zbiornikiem w oceanarium znajduje się sporo mniejszych akwariów, w tym fokarium. Prezentowane gatunki zwierząt są natywne dla obszarów morskich wokół Danii, więc stanowi ono bardzo ciekawy obiekt dydaktyczny. Ale do rzeczy 😉

05
Budynek oceanarium i pogoda pod psem (foką? ;))

Bilet do oceanarium kosztuje ok. 100 zł dla dorosłego, 55 zł dla dziecka, ceny więc nie są zbyt wygórowane jak na tego typu atrakcję. Już od samego wejścia do wnętrza budynku wchodzimy w półmrok morskiego świata, spotykając pierwsze, robiące ogromne wrażenie akwarium, stylizowane na zatopiony wrak statku. W większości akwariów pojawiają się elementy statków, skrzynie itp., mogą się więc kojarzyć z „przerośniętymi” akwariami domowymi. Elementy te są jednak świetnie wkomponowane w przestrzeń zbiorników i zupełnie nie przeszkadzają w podziwianiu piękna przyrody.

07
„Wrak statku” w akwarium obrośnięty ukwiałami
12
Zatopiony skarb

Oceanarium jest bardzo nowoczesne i interaktywne. Jest rajem edukacyjnym i naprawdę nie ma czasu się w nim nudzić. Wszystko jest doskonale opisane i zaopatrzone  w ciekawe multimedialne opisy, więc nawet jeśli jesteśmy sami bez przewodnika, spokojnie możemy w pełni skorzystać z walorów edukacyjnych budynku.

09
Każda atrakcja opatrzona jest ciekawym opisem.
70
Interaktywna podłoga z uciekającymi rybkami

Jest to oczywiście także raj dla dzieci. Wszystkie obiekty oceanarium są tak przygotowane, że stanowią atrakcję i dla dzieci i dorosłych, dlatego naprawdę każdy będzie się tutaj doskonale bawił.

10
A kuku 😉
13
Gra w rozpoznawanie podmorskich dźwięków – super zabawa! 😀

Oprócz akwariów znajdziemy tutaj repliki wnętrz wraków, do których możemy wejść, wnętrza kabin statków, modele morskich zwierząt, skamieniałości, a takrze gry i zabawy edukacyjne.

15
Spacer po wnętrzu wraku
18
Wnętrze kabiny kapitana statku
71
Modele „jak żywe”
30
Plankton w duuuuużym powiększeniu
27
Szczęki 5
26
Skamieniała rafa koralowa

W części poświęconej zwierzętom dennym popodglądać możemy życie skorupiaków, ukwiałów oraz sympatycznych koników morskich 🙂

22

31
Podwodne ogrody
23
„Trzymajcie się!” 😉

Bardzo ciekawą atrakcję oceanarium stanowią otwarte zbiorniki, gdzie można dotknąć rozgwiazd i płaszczek.

28
Dno oceanu na wyciągnięcie ręki 🙂
29
Zakamuflowana
20
Ja też tak potrafię 😉

Jednak największą (dosłownie) atrakcją oceanarium jest wspominane akwarium.

24
Frontowa ściana głównego akwarium

Jest rzeczywiście potężne i możemy obserwować je zarówno od przodu, jak i z boków przez specjalne otwory, w których można nawet usiąść.

34

Przed frontową ścianą akwarium znajdują się schodkowo ułożone ławki, więc jest naprawdę dużo miejsca do podziwiania ryb. Jest to niezwykle relaksujące i naprawdę można tu spędzić sporo czasu na samej obserwacji.

47

Rybą, na którą szczególnie należy zwrócić uwagę w akwarium jest samogłów, niezwykle rzadki okaz, który stanowi również maskotkę całego oceanarium.

35
Samogłóww akcji 😉 Naprawdę trudno go zobaczyć w tak dużym akwarium

Bardzo ciekawą częścią obiektu jest fokarium. Zbiornk znajduje się na zewnątrz budynku, jednak docieramy do niego „podwodnym” tunelem, gdzie możemy podziwiać jego sympatycznych mieszkańców pływających nam nad głowami. O godz. 12 i 16 można wziąć udział w karmieniu fok.

37
Wszyscy w gotowości 😉

Trzymanie w dłoni martwego śledzia może nie jest najlepszym przeżyciem, nakarmienie foki daje jednak dużo radości. Ja próbowałam nakarmić młodego osobnika, który najwyraźniej był zdominowany przez inne foki i nie mógł dostać ani kęska. Niestety i w tym wypadku ubiegła go inna foka. Było mi go trochę żal.

38
Popatrzcie na te oczka

Na zewnątrz znajduje się także plac zabaw dla dzieci oraz budynek ze szkieletem wieloryba, do którego warto zerknąć. Nową atrakcją, szczególnie dla najmłodszych, jest łowisko krabów, ale ja nie miałam okazji z niego skorzystać.

45
Niektóre place zabaw mają drabinki inne – wieloryby 😉

44

Po zwiedzeniu całego oceanarium naprawdę zgłodniałam. Zaplanowałam, iż obiad zjem na miejscu (a co!). W oceanarium funkcjonuje niewielka restauracja, gdzie można zjeść potrawy z lokalnych ryb, ale także mięsożercy znajdą cos dla siebie. Ceny potraw zaczynają się od 40 zł, więc jest dosyć drogo, ale jak na zagranicę i tak nieźle. Porcje nie są zbyt wielkie, więc dla łasuchów polecam dodatkową porcję frytek ;). Co ciekawe do restauracji można wnosić własne jedzenie, więc jeśli chcemy wybrać opcję budżetową, nie musimy się kryć z naszym posiłkiem i jeść go gdzieś na korytarzu.

Na zwiedzenie oceanarium należy przeznaczyć cały dzień. Ja wykorzystałam swój czas do ostatniej chwili, wychodząc tuz przed zamknięciem (obiekt zamykany jest o 18). Jeśli miałabym możliwość, na pewno siedziałabym tam dłużej.

Po wyjściu z oceanarium zostałam mile zaskoczona, gdyż pogoda zupełnie się odmieniła. Świeciło słońce.

49
Logo oceanarium

Miałam jeszcze trochę czasu do odjazdu (odpływu? ;)), więc postanowiłam zwiedzić miasteczko. Przed sezonem było ono kompletnie wyludnione.

52
Brakuje tylko przelatujących kłębków suchej trawy i muzyki rodem w westernu 😉

Trwały jednak przygotowania na przyjazd turystów. Pierwsi z nich z resztą już byli na miejscu. Na nadmorskich polach namiotowych stało już kilka kamperów.

66
Przygotowania do sezonu
62
Pierwsi turyści już odpoczywają 🙂

Symbolem miasteczka i równocześnie malowniczą jego atrakcją jest latarnia morska Hirtshals Fyr z tarasem widokowym. Niestety nie weszłam na niego, bo niezorientowana nie wiedziałam gdzie mam zapłacić, aby dostać klucz, a w środku nie było nikogo. Weszłam więc na tyle na ile mogłam i podziwiałam widoki przez okienka.

64
Jak z pocztówki
60
Widok z okna latarni.

Zwiedziłam także nadbrzeże, gdzie spotkać można sporo bunkrów pozostałych po II Wojnie Światowej. Każdy z nich zaopatrzony jest w plan, na którym widać układ pomieszczeń, nie są jednak otwarte do zwiedzania, więc można tylko zerknąć do ich górnych części.

63

Siedzenie nad morzem i obserwowanie fal było niezwykle relaksujące, musiałam jednak powoli kierować się już w stronę mojego promu, który odpływał z zupełnie innego miejsca i miałam jeszcze sporo do przejścia (jak się później okazało, mogłam spokojnie jeszcze posiedzieć na brzegu).

61
Mogłabym tak siedzieć i siedzieć…

Po zaopatrzeniu się w mleko kakaowe w pobliskim sklepiku (oh jak mi się chciało takiego mleka! ;)) ruszyłam przez port w kierunku mojego promu.

55
Niewielka, ale bardzo malownicza część portowa miasteczka
65
Jak port, to rzeźba musi przedstawiac rybę 😉

Po drodze podziwiałam architekturę miasteczka. Typowo duńskie minimalistyczne kwadratowe domki, podobnie jak kościół czy straż pożarna wyglądały jak zbudowane z klocków przez małe dziecko. Bardzo proste, wręcz toporne, jednak bardzo często w towarzystiwe różnorakich, zwykle bardzo prostych rzeźb.

50
Domki jak „od linijki”

68

69
Jedziemy na wycieczkę, bierzemy rybkę w teczkę…

Już w Kristiansand zauważyłam, że Skandynawowie wyjątkowo lubują się w rzeźbach. Potwierdziła to także moja późniejsza wycieczka do Islandii.

Na prom dotarłam dużo za wcześnie, a co gorsza był on jeszcze spóźniony, spędziłam więc na terminalu zdecydowanie zbyt dużo czasu. Zmęczona, na pokładzie po prostu położyłam się na jednej z kanap i relaksowałam się, nie przejmując nikim. A przy okazji walczyłam z zawrotami głowy, powodowanymi przez lekkie kołysanie statku 😉

76
Wnętrze promu wyglądało naprawdę ekskluzywnie

Do domu dotarłam grubo po północy, jednak absolutnie nie żałowałam i mam zamiar odwiedzić to miejsce jeszcze raz, tym razem już nie sama 🙂

77
Widok na prom z mojego „hotelowego” okienka. Bardzo przyjemn widok po tak ciekawej wyprawie 🙂

Podsumowując

Polecam wycieczkę do Hirtshals każdemu kto wybiera się do Kristiansand – jako jednodniowy wypad, ale myślę, iż mogę ją polecić także osobom, które szukają alternatywy dla letnich wyjazdów w „ciepłe kraje”. Jest to niezwykle przyjemne, niewielkie miasteczko, w którym na pewno odpoczniemy. Nie ma tu mnogości atrakcji, ale oceanarium jest absolutnie godne polecenia, tym bardziej, że bilety są stosunkowo niedrogie. Trzeba się jednak liczyć z tym, iż zwiedzanie go zajmie nam większość dnia. Z Hirtshals można wybrać się promem do Kristiansand.

Ceny:

Wszędzie dostaniemy sie pieszo. Nie korzystałam z innych form transportu.

Pozdrawiam Was

Owca na manowcach 😉

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

Dodaj komentarz