Złoty Krąg spontanicznie, czyli wycieczka, która prawie skończyła się w rowie cz. I

Golden Circle – Złoty Krąg  – klasyk islandzkiego zwiedzania. Trzy główne atrakcje okolic Reykjaviku w jednodniowej wycieczce. Jak klasyk, to i nas Niedzielnych Turystów nie mogło tam zabraknąć. A że wycieczka była planowana w wypożyczalni samochodów, po drodze musiała się zdarzyć wpadka. Ale od początku.


Czy planujemy naszą wycieczkę do Islandii bardzo skrupulatnie, czy też idziemy, tak jak my – na żywioł, raczej na pewno w naszych planach znajdzie się najbardziej klasyczna islandzka wycieczka, czyli tzw. „Złoty Krąg” – „Golden Circle”. Złoty Krąg obejmuje kilka bardzo ciekawych atrakcji, w tym chyba najbardziej znaną – gejzery, a plusem wycieczki jest to, iż można ją odbyć w jeden dzień i wrócić do Reykjaviku. Aby spokojnie zwiedzić całą trasę warto wybrać samochód, jednak jeśli nie zależy nam na długim zwiedzaniu każdej atrakcji, można wybrać wycieczkę zorganizowaną.
Jak wspomnieliśmy wcześniej – my wybraliśmy samochód. Jako, że wycieczkę odbywaliśmy w styczniu, ceny wypożyczenia samochodu były znacznie atrakcyjniejsze niż latem, a dzięki uprzejmości sprzedawcy, który okazał się być Polakiem (warto się czasem odezwać w rodzimym języku za granicą ;)), dostaliśmy duży rabat na wypożyczenie lepszego samochodu. I dobrze, bo uratowało nas to przed sporymi kłopotami. Jeśli podróżujemy zimą, koniecznie sprawdźmy warunki na drogach i wypożyczmy samochód z kolcami na kołach. W Islandii nigdy nic nie wiadomo.
Sprzedawca zaopatrzył nas w GPS, w który „wstukane” były wszystkie punkty wycieczki oraz kartę, na której były one wymienione. Tak „zaopatrzeni” wyruszyliśmy na naszą wyprawę.

Była godzina 9 rano. Ciemno. Słońce miało wstać dopiero o jedenastej trzydzieści, więc pierwszą atrakcję mieliśmy zwiedzać jeszcze w szarówce, ale czego się nie robi… Wcześniej jednak zostaliśmy zaskoczeni serią dosyć stromych serpentyn, które zaczęły nas sprowadzać do rozświetlonego Kjósarhreppur – niewielkiej miejscowości na północny wschód od stolicy, gdzie rzucały się w oczy mocno oświetlone szklarnie (w Islandii większość owoców i warzyw jest sprowadzana, a przez to dosyć droga).

Oczywiście już na samym początku pokręciliśmy trasę i zamiast pojechać do pierwszego „punktu programu” czyli Parku Narodowego Þingvellir, wylądowaliśmy w zupełnie innym miejscu – przy jeziorze wulkanicznym Kerið, które normalnie zwiedza się na końcu całej wycieczki. My, jak to my, zaczęliśmy więc nasze Golden Circle od drugiej strony.

Kerið zimą (Źródło: Wiki)

Kerið znajduje się na dnie krateru wygasłego wulkanu Grímsnes, liczącego sobie około 3 tys. lat i 55 m głębokości. Latem jezioro ma piękną błękitną barwę, w styczniu oczywiście skuwał je lód. Opatuleni najlepiej jak się da (wiało!), jeżdżąc na butach po zlodzonym parkingu, wyruszyliśmy na „podbój” wulkanu. Oczywiście o tej porze dnia nie spotkaliśmy tu tłumów turystów. Cały krater otaczała wygodna ścieżka, więc bez problemu obeszliśmy go dookoła. Normalnie można chyba wejść także niżej, zimą jednak było to niebezpieczne. Dołożywszy kolejny kamyczek do ułożonego przez turystów kopczyka, postanowiliśmy ruszyć dalej. Na wschód słońca musieliśmy jednak poczekać do kolejnej atrakcji, za to najpopularniejszej ze wszystkich.

Jako, że zaczęło się już rozjaśniać, mogliśmy podziwiać widoki, jakie rozpościerały się wokół nas. Krajobraz był dosyć monotonny, ale bardzo charakterystyczny – wydłużone, pokryte śniegiem pagóry wulkanicznych skał, wyglądały dziwnie obco i odludnie. Początkowo kiepska pogoda, teraz wydawała się nam sprzyjać.

W pewnym momencie po naszej lewej zauważyliśmy obłoki pary. Byliśmy na miejscu – dotarliśmy do gejzerów.

Pozor!

Słowo gejzer pochodzi od nazwy własnej najpopularniejszego islandzkiego gejzeru – Geysir (nazwa oznacza „tryskać”), który do lat 60 poprzedniego wieku był intensywnie czynny i wyrzucał wodę na wysokość 80m! Obecnie w wyniku ruchów tektonicznych (niektórzy twierdzą, że przez wrzucane doń przez turystów monety), gejzer nie jest już tak czynny jak kiedyś i wyrzuca wodę w nieregularnych odstępach czasu co około 48 godzin. Dużo częściej, bo co 10 minut, możemy obserwować aktywność jego młodszego brata Strokkura (nazwa Strokkur oznacza „maselnica”), który obecnie jest największym aktywnym gejzerem na Islandii (strzela aż na 30 m). To właśnie jego wybuch mieliśmy okazję widzieć aż kilka razy w czasie naszego pobytu w dolinie gejzerów.

Tym razem nie mogliśmy się cieszyć samotnością, ale nie było tak źle. Spokojnie mogliśmy podziwiać wybuchy gejzeru, bez przeciskania się przez tłum turystów. Na obszarze doliny znaleźliśmy także kilka mniejszych gejzerów, np. Litli Geysir (Mały Geysir) – maleńkie tryskające wrzątkiem źródełko, a także gorące jeziorka o pięknie zabarwionej wodzie.

Sam Geysir pozostaje niejako opuszczony, gdzieś z boku. Cała uwaga skupia się obecnie na Strokkurze. Pewnie część turystów nawet nie wie, że nie patrzy na słynny Geysir. Zwiedzanie gejzerów nie jest jednak jedyną atrakcją tego obszaru. Zauważyliśmy, iż niektórzy turyści wspinają się na górujące nad parkiem gejzerów wzgórze Bjarnfell. Oczywiście podąrzyliśmy za nimi. Pokonawszy płot po… ustawionej nad nim drabince, wyszliśmy (z lekką tylko zadyszką ;)) na sam szczyt. Z góry rozciągał się imponujący widok. W dole, coraz większa liczba turystów podziwiała wybuchy Strokkura. W oddali dostrzegliśmy potężna sylwetkę wulkanu Hekla.

Czy to legalne? 😉
Piękne widoki
Z wulkanem w tle

Plusem wycieczek organizowanych samemu, są takie właśnie okazje do dodatkowego zwiedzania. Wycieczki zorganizowane mają zbyt mało czasu w programie na takie dodatkowe atrakcje. Zachęcają ludzi raczej do wejścia do sklepów i kupienia pamiątek, niż do zerknięcia na dodatkowe darmowe atrakcje.
Oczywiście przy parku gejzerów rozrosła się pokaźna infrastruktura turystyczna z hotelem Geysir na czele i bardzo drogimi sklepami i jadłodajnią w środku.
My mieliśmy kanapki 😉

Hotel Geysir & Co.
Kłęby pary rozświetlone przez słońce

Gdy wyjeżdżaliśmy, słońce zdążyło już wzejść i szybko wznosiło się coraz wyżej, a że apogeum swojej wysokości miało osiągnąć niedługo – i nie było ono o tej porze roku pokaźne – musieliśmy się spieszyć. Czekały na nas dwie kolejne atrakcje Złotego Kręgu, w tym najpiękniejsza – wodospad Gulfoss.

Ciąg dalszy w następnym wpisie

Sjáumst!

Niedzielna Turystka

Obrazek wyróżniający – Geysir. Źródło: Wiki

Autor: (nie)dzielni turyści

Turyści niedzielni ale dzielni. Nieco (nieco!) zbyt duzi i zbyt mało ruchliwi. Miłośnicy słodyczy i spędzania czasu przed świecącym ekranem lub ekranikiem. Prowodyrem wypraw, bo tak tylko można nazwać każdą co dłuższą aktywność ruchową, jest płeć kobieca (o dziwo). Po niedawnych wyjazdach w towarzystwie bardziej aktywnych znajomych nabrali ochoty na jeszcze, co poskutkowało 24-kilometrową wycieczką w pobliskie Beskidy, po której nastąpiło zejście. Nie tylko do Szczyrku. Nieposiadacze lustrzanki, ostatnio cykający fotki komórką… z HDR-em. Ubrani jak ubrani. Z permanentnymi zakwasami i bólami krzyża. Z miśkiem na plecaku. Dzielni niedzielni ruszają na szlak. Dorota zwana Owcą Leszek zwany Leszkiem i ich mały przyjaciel Maciej

Dodaj komentarz